Przeskocz do treści


Miłość nie jedno ma imię. I bywa nie raz trudnym orzechem do zgryzienia Zwłaszcza gdy znika nie wiadomo gdzie. Joan bez wyjaśnienia odchodzi z życia Junichiego, który bezskutecznie próbuje ją znaleźć.
Czy Seijuro – syn prześladowcy Joan, świeżo upieczony boss
Tokijskiego ramienia Yakuzy – Boryoku Dan pomoże mu ją odnaleźć?
Czy wręcz przeciwnie? Czy uczucie jakie Seij wciąż żywi do dziewczyny
stanie na przeszkodzie miłości Joan i Juniego?  Jakiej zapłaty zażąda od komendanta miejscowej policji szef mafii? I czy ten na to przystanie?
Co jest ważniejsze w życiu mężczyzny - ukochana kobieta czy uczciwość ponad wszelką miarę? A co z konfliktem interesów?
Jak zakończy się ta nierówna walka nie tylko o serce Joan?
Tokio to miasto opanowane przez Yakuzę,
choć może o tym nie wiecie!
 
 

Nie jest pozytywną postacią. Ani miłą osobą. Taką ukształtowało ją życie. Natłok złych doświadczeń i wspomnień zamknął jej serce na zawsze. Zamienił je w kawał lodu. Czy jednak przystojny funkcjonariusz policji o niezwykłym kolorze oczu rozkruszy ten lód? Czy ciepło jego uczuć rozgrzeje zimne serce? Czy w  cieniu Yakuzy, pod jej czujnym okiem rozkwitnie miłość? I jak wyrwać się ze szponów mafii? Czy to w ogóle możliwe? Czy dumna i szczwana lisica zostawi wreszcie swoją przeszłość za sobą? Czy nadal będzie żądna zemsty?
Zapraszam do pięknej Japonii, nie koniecznie spokojnej i bezpiecznej.

Od kilku dni na Wattpad znajdziecie moją najnowszą powieść . Zapraszam na:

https://www.wattpad.com/story/252752378-pi%C4%85ta-w%C5%82adza-reporterka-tom-1
A na zachętę mały fragment:
***
Klęczałam związana na brudnej podłodze jakieś piwniczki. Nade mną stało dwóch osiłków. Kojarzyłam ich. Ten niższy był kierowcą Vana, do którego mnie wrzucili. Gdzie byłam – nie miałam pojęcia. Bolała mnie głowa od ciosu jaki zadał mi jeden z ochroniarzy Akijo-sama. No cóż! Mogłam to przewidzieć. Yakuza nie układa się z byle reporterkami. Nie układa się z nikim! Byłam dla nich raczej zbędnym balastem, którego trzeba było się pozbyć. Szantażowanie ich nadmierną wiedzą było kardynalnym błędem. W oczach prawdziwego Japończyka - a takim był Isao Akijo – byłam nie tylko słabą kobietą, ale i „gaijin” – czyli obca. Ktoś godny pogardy. Ktoś, komu szacunek się nie należy. Nawet gdybym była mężczyzną, nic by to nie zmieniło w tej sytuacji. No, może nie dałabym się tak łatwo powalić i związać. Złudne nadzieje. Zarzucili mi worek na głowę i wywieźli w nieznane. Tylko dlaczego od razu mnie nie zabili? Czemu fatygowali się przywieść mnie aż tu? I gdzie w ogóle jestem?
Odważyłam się podnieść głowę i rozejrzeć. Dopiero co zdjęli mi ten paskudny łach i mogłam odetchnąć. Nie powiem – bałam się! Nie raz słyszałam co Yakuza potrafi zrobić z niewygodnymi świadkami. Jednak gdy odważyłam się spojrzeć w oczy jednego z napastników, od razu dostałam w twarz, aż łzy pociekły mi po policzkach. Zacisnęłam szczęki. Nie dam im żadnej satysfakcji! Wytrzymam!
- Suka! – wysyczał ten drugi, nieco wyższy i szczuplejszy od kierowcy. – Dawałaś dupy policyjnemu psu. A teraz śmiesz przychodzić do nas i prosić o cokolwiek? Ośmieliłaś się nawet grozić nam? Dla Boryoku – Dan jesteś skończona, rozumiesz? Aż dziw, że od razu nie dostałaś kulki w łeb! Ale… może to i lepiej? Zwłaszcza dla nas! – zarechotał.
Podniósł mnie i rzucił na posadzkę. Zabolało! Tym bardziej, że od razu zarobiłam kopa w żebra. Jęknęłam, przegryzając wargi. Ten wyższy przyklęknął na jedno kolano i wyjął zza pazuchy broń.
- Jak nie będziesz się stawiać, załatwimy to raz dwa! Niezła z ciebie dupeczka policyjna dziwko! Zaraz zobaczysz co może ci zaoferować prawdziwy mężczyzna.
Zamarłam przerażona. Strach usunął uczucie bólu z mojej głowy. Musiałam być w szoku, bo ze spokojem obserwowałam jak rozpina spodnie. Tatuaże na jego brzuchu układały się w misterne wzory splecionych smoków czy węży. Nie była pewna. Obraz mi się rozmazywał, a w głowie zaczynało szumieć. W oczach miałam łzy, bo – nie wiem czemu - pomyślałam o Junim. Tak delikatnym i czułym. A jednocześnie zachłannym i nienasyconym. Myślałam o jego uśmiechu, kiedy budziłam go pocałunkiem. O wspólnej kawie. Kroplach wody spływających po umięśnionym torsie, gdy braliśmy wspólny prysznic wczorajszego ranka. Zamrugałam, a obraz całkiem mi się rozmył. Pomyślałam o tym, że wolałabym raczej umrzeć.
- Zabij mnie… - wyszeptałam. Nie wiedziałam, czy mówię to do klęczącego nade mną oprawcy czy do granatookiego policjanta, trzymającego w dłoni broń. Tak mu było z tym do twarzy. – Zabij mnie, proszę…
Trzaśniecie drzwi wyrwało mnie z amoku.
- Natychmiast ją zostawcie! – usłyszałam dziwnie znajomy głos.
Mężczyźni odskoczyli wystraszeni. Ton słów, ich siła, choć nie były wykrzyczane – zdmuchnęły osiłków na kolana.
- Dranie! Potem się z wami policzę…
Skąd ja znam ten głos? Ten uścisk ramion, które podnosiły mnie z podłogi? Ciepłe dłonie objęły mnie i pomogły mi usiąść. W sekundę później moje więzy zostały przecięte, a zatroskane ciemne oczy spoglądały na mnie z czułością.
- Gomenasai Joan!
Znałam ten głos! Dawno temu… był mi bliski. Bardzo bliski!
- Seij?
- To ja… Kitsune! Nic nie mów. Zabiorę cię stad. Nic ci nie jest? Już wszystko dobrze… będzie dobrze!
Kilka chwil potem niósł mnie po schodach. Seijuro Akijo. Przybrany syn szefa Tokijskiej Yakuzy. Tego samego który kazał tak mnie urządzić. Wiedziałam już gdzie się znajduję. W jego rezydencji na skraju miasta Kimitsu. Musieli chyba mnie wieźć dość długo z centrum. Była nieprzytomna. Nie pamiętałam drogi. Zresztą z workiem na głowie i zamknięta w ciemnym Vanie wiele bym i tak nie wiedziała.
Seij zaniósł mnie do łazienki. Mega nowoczesnej. Marmury, wanna z jacuzzi, lśniąca armatura. Masa kosmetyków. Tam posadził mnie ostrożnie na sedesie i zaczął przygotowywać kąpiel. Mrugałam zaskoczona, rozcierając nadgarstki. Milczałam. Wiele lat temu, kiedy byłam młoda on coś dla mnie znaczył. Teraz – nic nie czułam. Nie do niego! Nie czułam ani ulgi, ani radości, że mi pomógł. Nawet strachu. Byłam w szoku.
- Jak się czujesz? Sumimasen! Głupie pytanie. – Odgarnął  włosy z czoła.  Wciąż tryskał młodzieńczą energią, choć był już po trzydziestce. Azjaci! Oni są wiecznie młodzi. Kiedy podwijał rękawy jedwabnej koszuli w idealne prążki, zauważyłam liczne tatuaże. Kiedyś ich nie miał!
Gdy wanna była już pełna, wstał i podszedł do mnie. Cofnęłam się odruchowo.
- Poradzę sobie…
- Na pewno?
- Tak! Możesz wyjść?
- Dobrze, ale będę tuz obok. W razie czego mnie zawołaj.
Skinęłam głową.
- Joan… - odwrócił się w progu.
- Tak?
- Przepraszam! Cokolwiek zrobił ci ten skurwiel… przepraszam!
- Przepraszasz mnie za twojego ojca?
- Nie uznaje go za ojca, dobrze wiesz!
Gapiliśmy się na siebie przez chwilę.
- Wyjdziesz?
Ukłonił się.
- Jestem tuż obok…
- Tak, tak… słyszałam!
Wyszedł, ale nie zamknął drzwi. Tylko je domknął, pozostawiając nieco uchylone. Westchnęłam. Rozebrałam zakrwawione i poszarpane ubranie. Woda była przyjemnie ciepła. Sięgnęłam po stojący na półce żel. Pachniał piżmem i migdałami. Cudowny zapach! Przez krótką chwilę zapomniałam, że jestem w domu syna szefa Yakuzy. Najbardziej niebezpiecznej i wpływowej organizacji w Tokio, a może i całej Japonii. Zanurzyłam się w puszystej pianie. Zabolało. Zapiekły otarcia  na nadgarstkach i kostkach. Pieczenie w lewym boku – tam gdzie kopnął mnie ten osiłek - nasiliło się. Nie chciałam sprawdzać czy mam siniaki. Było mi wszystko jedno i tak błogo! Powoli odpływałam. Zza uchylonych drzwi doleciał mnie zapach kadzideł. Przez chwilę było cicho, a potem usłyszałam cichy szept.
- Joan?
Nie chciało mi się odpowiadać. Powieki dziwnie mi ciążyły. Minione godziny. Stres. Emocje i strach. Nagła ulga, gdy go zobaczyłam. To wszystko spowodowało, że odleciałam w sen. Seij chyba wyjął mnie z tej wanny. Owinął  jukatą i zaniósł do łóżka. Pamiętałam tylko ciepły oddech na swoim czole, kiedy mnie tam pocałował.
- Śpij moja słodka Kitsune. Rano wszystko się zmieni…
Odpłynęłam.