Przeskocz do treści

Fragmenty

***
Ann siedziała na krawężniku, dopóki pierwsze promienie słońca nie sięgnęły trotuaru. Mimo ciepła, jakie dawał letni poranek, drżała. Nie tylko z niewyspania czy zimna, ale też od płaczu i emocji. Nerwy miała na postronku, który najwyraźniej właśnie się urwał. W przypływie wściekłości i niemocy rzuciła czerwonymi szpilkami przed siebie na oślep. A do diabła z nimi! Co jej teraz po nich? Wylądowały na środku ulicy. Ten widok całkiem ją załamał. Objęła ramionami kolana i szlochała tak długo, aż zabrakło jej łez.
Z całą świadomością docierało do niej to, co wydarzyło się tej nocy. Jej ostatniej nocy w Kioto. Dotarło to do niej już wtedy, kiedy włożyła na nagie ciało kusą, czerwoną sukienkę z jedwabiu w złote smoki i wyszła po cichu z jego pokoju, dzierżąc w dłoniach te nieszczęsne czerwone szpile. On został tam, pogrążony we śnie, nieświadomy niczego. Ani stanu jej załamania, ani powagi sytuacji. Zjechała windą na dół, szybko pokonała hol i wybiegła na zewnątrz, unikając pytającego wzroku portiera. Zdawała sobie sprawę, że wygląda jak tania dziwka w tej czerwonej sukience w orientalnym stylu, prostej, ale szykownej i zdecydowanie zbyt krótkiej i obcisłej. Mogłaby się wydać wyzywającą, ale teraz to i tak było bez znaczenia. Wszystko już było bez znaczenia. Włosy miała w nieładzie i makijaż rozmazany przez łzy, które nie chciały zaczekać pod powiekami, aż ich właścicielka wyjdzie z hotelu. Rozpacz, jakiej dała upust, gdy tylko znalazła się na zewnątrz, wręcz nią zachwiała. Wyjąc jak zraniony zwierz, biegła przed siebie i nie zwracała uwagi na nic. Co ona najlepszego zrobiła? Teraz już nic nie będzie takie samo!