Przeskocz do treści

Fragmenty

***
Nie dość, że czekała mnie grzywna, a może i sąd, nie dość, że zabrano mi prawo jazdy, to jeszcze to!
A z drugiej strony, może to i lepiej, że nie straciłyśmy pracy? Jak mi pan glina jeszcze mandatem dosoli, to będzie akurat. Chociaż o premii mogłam zapomnieć. Przez to wszystko miałam jeszcze większego wkurwa na niego i na samą siebie. Trzeba było nie pić i nie zawierać głupich umów po pijaku, a dać się sytuacji samej rozwinąć. Tyle że wtedy nawet bym nie polizała pałki seksownego pana władzy. Ech! Coś za coś, choć ciężko mi przyjdzie za tę przyjemność zapłacić. Dzięki Mili dotarłam do domu, a tam czekał na mnie właśnie on.
O rzesz! Co tu znów robi? Stał oparty o radiowóz i z nieodgadnionym wyrazem twarzy przyglądał mi się. Minęłam go bez słowa.
Kiedy już miałam zamiar wejść do klatki schodowej, zawołał mnie.
- Crevan!
Nie zareagowałam i sięgnęłam po klucze do torebki. Czemu tak mi się trzęsą ręce?
Nagle poczułam za sobą jego zapach.
Nigdy go już chyba nie zapomnę. Złapał moją dłoń, a ja „baka” upuściłam jak ostatnia niezdara klucze, które wpadły z powrotem w otchłań mojej torebki.
- Zostaw mnie!
- Ann…
- Teraz już nie pani redaktor?
- O co ci chodzi?
Przemilczałam. Nie chciałam się kłócić, bo wiedziałam, że każda wymiana zdań prowadzić będzie nieuchronnie w jednym kierunku - mojego łóżka.
- Chcę tylko dostać się do domu.
Złapał mnie w pół i obrócił ku sobie. Niedobrze noo! Jego oczy były zbyt hipnotyzujące.
- Porozmawiajmy.