Przeskocz do treści

Fragment


***
Nad miastem zapadł zmierzch. Keiichi Minamoto zmierzał właśnie ku zamkowi Nijo. Został wezwany przez swego pana, szoguna Yoshinobu Tokugawę. Opuścił więc wygodny dom w Kobe, nad zatoką Ozaka i przybył do Kioto. Nadchodził bowiem czas jego rocznej służby w Edo. Minął pięknie zdobioną złotem drewnianą bramę. Na ogromnym zamkowym dziedzińcu, gdzie do niedawna stała twierdza Tenshu świeciły już latarnie. Piękny ogród nie robił na nim żadnego wrażenia. Nie przybył tu przecież po to, by zachwycać się urodą drzew i kwiatów. Płatki sakury niesione podmuchami lekkiego wiatru przypominały mu jednak, że wiosna tego roku była wyjątkowo piękna i hojna. Przed wejściem do Ninomaru - pałacu wewnętrznego musiał pozostawić swoje daishō w pokojach straży, zbyt wyeksponowanych by minąć je niepostrzeżenie. Dobra zagrywka taktyczna – pomyślał – idąc po uguisubari – słowiczej macie – która wydawała z siebie dźwięk podobny do głosu ptaka. Kolejne zabezpieczanie na wypadek niechcianego gościa. On na szczęście już tu bywał. Mijając  Yanagi-no-ma zmierzał prosto do Ōhiroma gdzie czekał go sam Yoshinobu.
W ogromnej sali wyłożonej tatami na podwyższeniu okrytym baldachimem siedział szogun. Towarzyszyli mu dwaj doradcy, odsunięci jednak od niego zgodnie z etykietą. Jego wizytę zapowiedział służący. Wszedł i ukłonił się, jak nakazywał obyczaj i wychowanie.
- Czcigodny pan Minamoto – rzekł, kłaniając się ubrany w płócienne, szare   kimono sługa, bijąc przy tym czołem w podłogę.
- Konbanwa! Witam syna mojego najlepszego przyjaciela! - Szogun wstał, a Keiichi ukłonił się po raz drugi. – Żywię ogromną nadzieję, że twój ojciec lepiej już się czuje. Wieść o jego chorobie niezwykle mnie zasmuciła.
- Niestety, gdy wyjeżdżałem jego stan nieco się pogorszył.
- Jakże mi przykro. Jednak w tym wszystkim ucieszyło mnie, że to właśnie ty Keiichi-san zastąpisz go w pełnieniu obowiązków na dworze w Edo.
- To dla mnie ogromny zaszczyt. – Keiichi skłonił się niżej. – Nic tak nie cieszy syna jak możliwość służenia nie tylko swemu czcigodnemu ojcu, ale i tobie panie. A także, a może przede wszystkim, cesarzowi. Całe swoje życie byłem przygotowywany na ten dzień.
- Tak… tak… wiemy! Wiemy… - starszy mężczyzna jakby nie był zainteresowany wynurzeniami młodego. Coś innego zaprzątało mu teraz głowę. – Jednakże drogi Keiichi-san mam dla ciebie pewne zadanie. Wiem, że tylko tobie mogę powierzyć tę misję.
- Jakie zadanie mój panie? – zdziwił się chłopak.
Mimo, iż tej wiosny kończył dwadzieścia trzy lata, bardzo zmężniał. Młodzieńcze do niedawna rysy twarzy nabrały wyrazistości. Ciemne jak heban włosy spinał jak na samuraja przystało. Twarz miał ogoloną na gładko, co rzadko się zdarzało u wojowników. Widać było, że jeszcze nie nabył doświadczenia w żadnej walce. Jednak - czego widać nie było – został wyśmienicie do niej przygotowany i wyszkolony. Był jednym męskim potomkiem najznakomitszego kiedyś rodu Minamoto. Z niego wywodziło się wielu samurajów. Zarówno szogun Kioto jak i sam cesarz cenili sobie służbę jego przodków, zarówno dziadka jak i ojca. A teraz przyszła pora, by i on wykazał się wiernością, odwagą i honorem – jak uczył samurajski kodeks Bushidō. Yoshinobu podszedł bliżej.
- Od kilku tygodni gości u mnie córka naszego władcy, księżniczka Yoake. Dostąpisz zaszczytu towarzyszenia jej w drodze powrotnej na Dwór Cesarski który przebywa teraz w Edo. Za dwa tygodnie, jak tylko drogi będą przejezdne wyruszycie tam.
- Mam zostać tu dwa tygodnie? – Keiichi bardzo się zdziwił.
- Księżniczka chce wziąć udział w święcie Sakura oraz obejrzeć Tańce Wiosny. Do tego czasu ty także będziesz moim czcigodnym gościem. Poza tym trakt do Osaki jest jeszcze nieprzejezdny z powodu wiosennych roztopów. A tam wstąpicie w drodze do Edo. Mam listy do szoguna Osaki, które mu zawieziesz.
- Tak jest, panie! - Keiichi skłonił się nisko.
Nauczony nie tylko przez ojca ale i senseia, że szoguna się po prostu słucha, nie zadawał więcej pytań ani nie sprzeciwiał się zbytnio.
- Jeśli się spiszesz, być może cesarz zwolni cię z rocznej służby w Edo. Wiemy przecież oboje, iż wołałbyś być raczej w hanie przy chorym ojcu, prawda?
- Panie mój! Służba cesarzowi to powinność  każdego samuraja. Marzyłem o chwili, gdy będę mógł wreszcie wypełnić ten zaszczytny obowiązek. Mój ojciec doskonale mnie na to przygotował i nie zniósłby gdybym okrył się hańbą.
Yoshinobu roześmiał się.
- Jesteś bardzo honorowy mój młody wojowniku. Jednakże skoro sam cesarz zwolni cię z tego przymusu, ojciec twój nie będzie miał żadnych zastrzeżeń. Zresztą dziś jeszcze napiszę do niego list z podziękowaniami za twoją tu obecność oraz gotowość do wypełnienia obowiązków które na tobie ciążą. Poza tym, jeśli odwieziesz książeczkę bezpiecznie do Edo, już sam ten czyn przysporzy ci chwały. To ogromny zaszczy dla samuraja.
Keiichi ukłonił się jeszcze raz. Nie miał pewności, co takiego chwalebnego jest w towarzyszeniu dziecku w drodze do domu. Jednak rzekł posłusznie.
- Dziękuję mój panie.
- Teraz już zwalniam cię z twojej tu obecności. Powinieneś odpocząć po długiej drodze. Już moi słudzy przygotowują dla ciebie najlepsze na zamku Ofuro, z którego korzystam tylko ja i moi synowie. Wieczorem zapraszam na ceremonię parzenia herbaty. Poznasz też naszą księżniczkę.
- Hai! – powiedział tylko i skłoniwszy się, wycofywał o dwa kroki, po czym wyszedł.
Nie mógł słyszeć już rozmowy jaka potoczyła się po jego wyjściu miedzy doradcami szoguna, a nim samym.