Przeskocz do treści

Fragmenty


Kastor i Merlin zatrzymali się pod ogromnym Big Benem.
- To tam, za zegarem jest wejście. 
- Ale jak się tam dostaniemy?- zmartwił się mag.
- Wespnę się, tylko musisz mi pomóc Merlinie!
-W jaki sposób? Trzymać cię za tyłek? Nie dam rady tam wejść razem z tobą. Jestem stary, stawy mi nawalają, szanuj….
- I nie musisz! – przerwał mu chłopak. - Zaczekasz tu, pójdę sam.
- Zginiesz tam, być może to pułapka. 
- To na pewno jest pułapka, ale nie zostawię Amelii. No i muszę odzyskać kamień. Inaczej nigdy nie wrócimy do domu. 
- Jak mam ci pomóc? 
- Wyczaruj mgłę! By wejść tak wysoko muszę się zmienić. Nie mogą mnie zobaczyć. Ani oni, ani mieszkańcy Londynu. Nie chcę być atrakcją w jutrzejszych gazetach. Martwy też nie chcę być. 
- Wyczaruj mgłę? Myślisz, że to takie proste? To nie wata cukrowa na patyku! 
- Merlinie pospiesz się! Życie Amelii wisi na włosku. No dalej, wiem że potrafisz. 
- Wyczaruj mgłę, dobre sobie – zrzędził - nie uważasz, że to będzie dziwne kiedy nagle pojawi się mgła? 
- To Londyn, tu zawsze jest mgła! 
- Potrzebuje trochę wilgoci… 
- Przecież jest wszędzie, w tych starych murach… masz całą rzekę! 
Starzec rozejrzał się dookoła. 
- A no tak! 
Zaczął wypowiadać pradawne zaklęcie, ledwo porzucając ustami. Kastor czekał z przymkniętymi oczami. Wiedział, że kiedy je otworzy nie będzie już sobą, ale czy miał inne wyjście? Merlin nadal szeptał, czując pod palcami kropelki wilgoci, które unosząc się powoli w powietrzu tworzyły biały woal, niczym całun kładący się nad miastem. Nie zwracał uwagi na Kastora, bowiem wiedział kim zamierza się stać. Robi to, bo musi uratować Amelię i odzyskać klejnot. Nagle bardziej poczuł niż zobaczył otaczającą go mleczno białą powłokę. Nareszcie.
- No – usłyszał w swojej głowie mag – postarałeś się. Idę!
Kiedy Merlin otworzył oczy, zdarzył już tylko zobaczyć kolczasty ogon pokryty lśniącymi, granatowo srebrnymi łuskami.
- Pospiesz się Kastorze. 
- Nie mów co mam robić! W górnych partiach wciąż jeszcze jest zbyt widno. Zobaczą mnie! Zrób coś z tym!
- Robię co mogę! Mgła albo opada, albo się w znosi. To normalne zjawisko atmosferyczne. Jak się wzniesie, to już przepadło, będzie pogada, nie dasz rady wrócić. 
- Na Artura! Merlinie! Jesteś magiem! Potrafisz zatrzymać Ziemię i zgasić Słonce. Nie mów, że nie poradzisz sobie z głupią mgłą – usłyszał w głowie starzec.
- Zamiast mnie pouczać, rusz się wreszcie! Ogon ci widać! Znam takich, co by ci go chętnie obcięli, tak jak twój łeb. 
- To daj mi wreszcie te mgłę! 
- Nie krzycz na swojego nauczyciela i opiekuna! Tylko rusz ten błękitny zadek skoro już na ciebie padło ratować ten świat. 
- Nie wybierałem sobie takiej drogi, wiesz dobrze! Mgła Merlinie! Więcej tego cholernego białego świństwa! 
I jeszcze przeklina – dodał w myślach mag – ciekawe kto go tego nauczył? Bo przecież nie ja! 
- Zapomniałeś, że słyszę twoje myśli. Tak jak ty moje, kiedy się przemienię? 
- Nie zapomniałem. 
Merlin do niewerbalnych zaklęć dołączył siłę dłoni. Mgła poczęła gęstnieć, aż zrobiła się biała jak rozlane mleko. 
-A to się ludzie zdziwią. 
- Martwią cię ludzie? – usłyszał znów.
- A ciebie nie?
- Mnie owszem! Dlatego robię to wszystko. I dla niej…