Przeskocz do treści

Tom 6 “Jadeitowy Smok”

Prolog
 
Głód to najlepszy apetyt - pomyślał Artur zatapiając zęby w sandwichu z sałatą, tuńczykiem oraz majonezem. Nic nie jadł od wczoraj, od kiedy to bladym świtem zszedł z pokładu prywatnej awionetki Cessana 172 na obrzeżach Kansas City. Tam czekał na niego wynajęty Jeep Wrangler. Po prawie 19 godzinach bezustannej jazdy dotarł do Bostonu. Przebył samochodem pół kraju, by wreszcie być w domu. Właśnie wrócił z Kanady, z kolejnej niebezpiecznej przygody. Naprawdę należał mu się wypoczynek. Kupił na stacji Loves podwójną kanapkę i wreszcie dotarł na miejsce. Rzucił plecak byle gdzie, usiadł na zakurzonej kanapie. Położył stopy, obleczone w ciężkie trapery na stole, na którym trudno było znaleźć  skrawek pustego, czystego miejsca. Sięgnął wolną dłonią po puszkę z coolerem. Nagle telefon, rzucony niedbale na kolorową narzutę, jaką była okryta kanapa, dał znak że przyszła wiadomość. Upił łyk piwa, a potem niespiesznie, wkładając sobie resztkę kanapki do ust, sięgnął po brzęczący aparat. Zerknął na ekran. To, co przeczytał spowodowało, iż usiadł jak rażony prądem. Resztki sałaty i pieczywa wypadły mu z rozdziawionych ust na kolana, plamiąc i tak już brudne jeansy sosem. Wiadomość brzmiała:
„Sprawdziłam! To pewne! Wszystkie co do jednej to falsyfikaty. Nawet piach obsypujący się z nich jest podróbką. Nie wiem jak to możliwe, ale to najprawdziwsza prawda. Oraz fakt z jakim ciężko mi się pogodzić. Jestem w szoku. Od wczoraj, gdy odebrałam wyniki badań czuję też, że coś chyba mi zagraża. Jakby jakiś cień deptał mi po piętach. Błagam Cię, przyjedź do Liverpoolu jak najszybciej Znajdziesz mnie w Word Muzeum. Czekam. Tai-lin.”
Artur zaledwie kilka sekund siedział niczym sparaliżowany. Potem zerwał się z kanapy, złapał swój wysłużony plecak i wybiegł. Nawet nie zdążył się przepakować. Szkoda mu było czasu! Czystą bieliznę czy skarpetki kupi w markecie na lotnisku. Nie jedzie przecież tym razem na koniec świata, ale do wielkiego, nowoczesnego miasta. Jadąc taksówką rezerwował bilet na najbliższy lot do Londynu. Skorzystał ze specjalnego konta swego mocodawcy i przyjaciela. To była naprawdę wyjątkowa sytuacja i nie dbał o to, że Aaron się wkurzy, że znów tak nadwyręża ich znajomość. Profesor pozwalał mu na korzystanie z wiecznej rezerwacji Harwardzkich WiP-ów w naprawdę ekstremalnych okolicznościach. A te takie były tym razem. Wyglądało na to, że cała Terakotowa Armia została podmieniona gdzieś pomiędzy Pekinem a Liverpoolem. Tylko gdzie i jak? Artur zdawał sobie sprawę, że jest na świecie tylko jedna osoba, która może się tego dowiedzieć. On sam!