Przeskocz do treści

Tom 4 “Suma przypadków”


 
Prolog.
 
Powietrze po burzy było czyste i pachniało ogórkami. Napełniało ściśnięte płuca ożywczym ozonem. Sara biegła wzdłuż Freeport street ku zatoce. Droga leżała równolegle do SoutEast Expressy, czyli krajowej ekspresówki nr. 93. Mijała niewysokie domy, zbliżając się do węzła, pod którym było przejście ku Savin Hill. Łzy nadal spływały jej po twarzy, a ciałem wstrząsały dreszcze. Jak on mgło ją tak potraktować?! Nic dla niego nie znaczyła?! Wykorzystał tylko jej naiwność, niewinność i co tu kryć, także uczucie jakie żywiła do niego i to od najmłodszych lat. A jeszcze wczoraj wieczorem było tak cudownie. Czuła się taka szczęśliwa, wyjątkowa, kochana i chciana. Niebo nad zatoką znów pociemniało. Burza wracała, ale wcale się tym nie przejęła. Burza w jej sercu była o wiele bardziej niszcząca. Rozum podpowiadał, by zapomnieć o tym co się stało jak najszybciej. Zapomnieć o nim. Jednak ból jaki czuła, to dziwne kłucie w sercu, nie pozwalało jej słuchać głosu rozsądku. Była przecież zakochana. Dlatego to bolało tak bardzo! Tak, że nie chciało jej się żyć!