Przeskocz do treści

Tom 3 “Carskie runo”

PROLOG


Dzień był wyjątkowo mroźny. Kulił się pod swoim marnym paltem i liczył na cud. Zastanawiał się, czy jeszcze dziś coś sprzeda.
-Ile za to?
Rosły mężczyzna o śniadej cerze i wielu  bliznach i tatuażach pochylał się nad rozłożonym na brudnej szmacie, wprost na ziemi towarem. Dostrzegł pomiędzy rupieciami coś, co przykuło jego uwagę.
-Za co? - Zapytał podchmielony menel, sprzedający tu co wtorek różne graty.
Mężczyzna wskazał wisior. Na pozór bez wartości. Straty, zaśniedziały i pokryty patyną. Kamienie w nim wyglądały jak bursztyny, ale były zbyt brudne, by należycie to ocenić.
-Aa…za to? A ile by pan dał?
-Ze dwieście rubli, nie więcej. Starczy ci na wódkę.  I może zagrychę, jeśli kupisz samogon.
Pijaczyna skinął głową. Nie chciało mu się już tu tkwić w taki mróz. Perspektywa kupna gorzały i upicia się była mu milsza, niż odmrożony tyłek i brak nadziei, że zarobi więcej. Wtorkowe bazary na przedmieściach Petersburga pełne były takich sprzedawców. Stare graty wyszperane z wysypisk czy koszy na śmieci. Często kradzione fanty. Szmaty i złom. Każdy chciał jakoś zarobić te parę rubli na alkohol. Lepsze to było, niż stanie w ogromnej kolejce do pomocy społecznej. Lepsze, niż żebranie na ulicy. Mężczyzna wyciągnął z grubego, zapchanego banknotami portfela dwa i podał je sprzedającemu. Ten łypnął chciwie na plik w portfelu. Przyjął podaną mu gotówkę, wrzucił do brudnej reklamówki przedmiot targu i splunął.
-Nie wiem po co panu to cholerstwo, ale niech się małżonka ucieszy.
Tamten tylko skinął głową, schował wisior do kieszeni wraz z portfelem i odszedł w kierunku centrum miasta. Nie dotarł tam jednak.
Jeszcze tego wieczora jego zwłoki znaleziono w ciemnej uliczce niedaleko targu. O dziwo, portfel wraz z zawartością był przy denacie. Zniknął tylko wisior z bursztynami.
Tego samego wieczoru Artur dostał mailem zdjęcie przepięknego naszyjnika z bursztynami oraz ofertę kupna. Mail był od zaprzyjaźnionego handlarza z Rosji. Od razu chwycił za telefon.
- Poznajesz? - Głos Jurija był pełen radości, jakby właśnie wygrał na loterii.
- Skąd wiesz, że nie falsyfikat?
- Nie wiem, ale cena powala. Myślisz, że ktoś zapłaciłby tyle za podróbkę?
- Jeśli to podróbka, zaiste mają odwagę. Jeśli nie…
- Przyjedziesz?
- Chyba nie mam innego wyjścia, prawda?
-  Prawda! Do zobaczenia w Moskwie, przyjacielu!