Przeskocz do treści

Tom 2 “Za młody na śmierć”


Prolog.
 
Artur nagle się ocknął. Dookoła panowały iście egipskie ciemności. Na Totha! Przydałoby się nieco świtała. Zamrugał raz czy dwa, ale to nic nie pomogło. W czaszce pulsował mu tępy ból. Musiał się mocno uderzyć w głowę. Lub ktoś go uderzył. Chciał sięgnąć do kieszeni po zapalniczkę, ale nie mógł. Z przerażeniem stwierdził, że nie potrafił się poruszyć. Miał związane ręce i nogi? Nie czuł więzów. Gdy spróbował się aby podnieś, uderzył głową w coś twardego, coś co wydało tępy odgłos. Co jest grane? Zamknął oczy i zamarł bez ruchu. Poza własnym oddechem nie słyszał żadnych innych dźwięków. Nic zupełnie. Cisza była tak gęsta, że poza oddechem usłyszał jeszcze tylko bicie swego serca. Czuł za to bardzo wyraźnie zapach mokrej ziemi. Raz jeszcze lekko się uniósł i opadł z powrotem. Stukot powtórzył się i odbił echem w jego uszach. Chciał przewrócić się na bok, ale też nie potrafił. Znów znieruchomiał. Przyspieszone tętno szumiało mu w uszach. Krew krążyła coraz szybciej, a przerażenie wlewało się dreszczem w jego zmysły. Zacisnął powieki i znów otworzył. Jednak wiedział już, iż nic to nie da. Leżał bowiem najprawdopodobniej  głęboko pod ziemią, w drewnianej skrzyni dwa na jeden, zwanej potocznie trumną. Ktoś pochował go żywcem!