Przeskocz do treści

1


Koty spadają z nieba.
6 czerwca
Działać bez względu na okoliczności.
 
Odkąd zaczęłam pisać… Nie! Odkąd zaczęłam pracę zawodową, a raczej od czasu, gdy stała się ona obowiązkiem, a nie przyjemnością, zawsze chciałam tylko jednego. Móc mieć czas dla siebie. Jak to by było fajnie, prawda? Budzić się jak się człowiek wyśpi. Popijać leniwie kawę. Otworzyć okno na oścież by wpuścić poranne słońce i cieszyć się chwilą. Robić co się podoba, a nie to co się musi. Mieć czas. Pisać. Mieć psychiczny luz.
I niespodziewanie za sprawą pandemii dostałam to, czego bym normalnie nigdy nie miała. No – może na emeryturze – jak jej doczekam. Ale czy wtedy by mi się jeszcze chciało, tak jak teraz? No nie sądzę!
I wiecie co? Uważajcie o czy marzycie – serio!
Przez te niemal 3 miesiące (o zgrozo! ¼ roku!) miałam napady szaleńczej weny po – co zdarzało się częściej – stany totalnego lenistwa.
I robiłam tylko te minimum, które zrobić musiałam. Naprawdę!
Na palcach jednej ręki policzyć mogę dni, które spędzałam tak jak sobie kiedyś wyobrażałam.
Teraz, gdy już wróciłam do pracy, a wolny czas skrócił się do kilku zaledwie godzin popołudniowych i wieczornych, lub tych skradzionych kosztem snu widzę, że to nie wolne jest mi potrzebne. I że marnować czas można bez względu na to ile się go ma. Lub wykorzystać. Działać. Ale tak codziennie, bez względu na to co dookoła nas. Co nas dotyka. Bo czas ucieka i z każdym dniem mamy go coraz mniej. I nikt nie wie ile nam go zostało. Nie mówić sobie: jutro, potem, później - bo jutra czy później może nie być.
Tylko, jak pokonać swoje słabości? Zabić lenia jakiego w sobie hoduję? Znaleźć odpowiedź na pytanie:
Czy jestem kobietą czynu i biorę los w swoje ręce? Czy jestem leniem?
I nie zadawać sobie pytań: co pośrodku?
Bo pośrodku jest bardzo długa droga, której końca nikt nie zna!
Budda powiedział: …zawsze można zacząć od nowa w dniu dzisiejszym…


Koty spadają z nieba.
23 maja
Wstyd mi!
Wyobraźcie sobie osobę (nie ważne, czy kobieta czy mężczyzna) która rysuje stopami. Z jakiś powodów. Znacie takich artystów, prawda? Swego czasu wspierałam ich, kupując kalendarze, kartki okolicznościowe itd. Ale ja nie o tym. Artysta maluje stopami. Nie wybrał sobie takiego losu, życie ciężko go doświadczyło. Nie chce litości. Chce pokazać, że jest coś wart! Że coś potrafi. Że daje radę. Choć czasami to jest jedyna rzecz jaką potrafi (choć niekoniecznie). Dziś trafiłam na FB na taki filmik, który umknął mi pomiędzy trylionem postów. Ale obejrzałam go do końca. Dziewczyna niepełnosprawna malowała stopami. Pięknie malowała.
I zrobiło mi się wstyd. Naprawdę. Jestem w pełni sprawna i mam nadzieje zdrowa (nie licząc odrobiny szaleństwa jaką chyba każdy posiada) a jednak wiecznie szukam i co gorsze – znajduję – wymówki, by nie robić tego o czym marzę! Tego, co potrafię i chcę robić. I tak sobie pomyślałam:
Skoro ona maluje codziennie, może nawet kilka lub kilkanaście godzin i jest przez to szczęśliwa, to ja też tak mogę! Co tam „mogę”! Chyba nawet powinnam i to ze śpiewem na ustach. Doceniajmy to, co mamy i co możemy! To zależy od nas samych. Nie szukajmy wymówek, pretekstów. Nie tłumaczmy przed samym sobą swego „nie chce mi się, bo…” Bądźmy jak ona. I cieszmy się, że nie straciliśmy tak wiele, jak ta dziewczyna z filmiku, o której nie wiele wiem, a która mnie natchnęła. Wyzwólmy w sobie siłę jaka i ona ma. Ja przynajmniej chciałabym ją posiadać. I posiadam, jak każdy z nas. Tylko trzeba odrzucić to, co nas hamuje i blokuje. Uwierzyć w siebie i dawać z siebie wszystko. Nawet kiedy trafiają się gorsze chwile czy dni. Miną. Ważne, by robić tyle ile możemy i chcemy. Bo kto, jak nie my kierujemy naszym życiem? To wielki dar robić coś, co się lubi. Mieć pasję. Mieć cel. I nie szukać wymówek. Uwierzcie, wiem co mówię! Pasja nadaje życiu sens. Pasjonującego życia kochani!


Koty spadają z nieba.
 
2 maja
 
Każdy chce mieć swoje miejsce na ziemi.
 
Nawet ptaki budują gniazda. Dom, do którego wracają. Bezpieczną przystań. Oazę spokoju. Jest takie powiedzenie: „Tam dom twój, gdzie serce twoje”.
Każdy je rozumie na swój sposób. Żyjemy jak chcemy? Lub raczej jak nas poustawiał czas, zależności i realia codzienności. Jednak dom to coś oczywistego, prawda? Najpierw rodzinny, ten gdzie mama i tata. Potem taki, który tworzymy sami. Dom, to ostoja, nasze miejsce na ziemi. Bliskie osoby. Miłość i ciepło. Dobry dom tworzą uczucia, nie przedmioty czy wystrój. I ludzie. I spokój ducha. Był czas w moim życiu, kiedy jedynym powodem mojego powrotu do domu była moja córka. Długi czas. Jednak teraz co złe minęło, a dla mnie dom znów jest spokojny, bezpieczny i pełen miłości. Jest mój. Moim miejscem na ziemi. I nieważne gdzie bym nie była, już zawsze chcę do niego wracać. Ale wiem jedno – gdyby kiedyś przyszło mi go stracić – tylko dzięki ludziom których kocham, dzięki bliskim mogłabym odbudować go na nowo. Stworzyć z miłości. Nieważne gdzie i jak oraz z czego. Dom buduje się z uczuć, poczucia bezpieczeństwa i pewności, że jesteśmy komuś potrzebni. Reszta to mniej potrzebne detale. Ważne by byli w nim ci, których kochasz. I koty!
Miłego dnia!